I burn in the fire of lust...
Menu
Index | Księga | Linki | Archiwum | O mnie
godz: 01:02 data: 2012.02.22
Nie ja

Nie mogę patrzeć na własne odbicie w lustrze. Z lustrzanego dna spogląda na mnie zupełnie obca twarz. Przyglądają mi się nie moje oczy. Niby znajomy kolor i kształt, a jednak jakieś obce. Co stało się, że to już nie ja? Dlaczego to już nie jest moja twarz? Codziennie rozczesuję kręcone włosy i codziennie zwijam je w kitkę, ukrywając ich piękno. Ich dawny blask dawno minął. Nie cieszą już ciemnozłote loki...

Komentuj(1)


godz: 11:32 data: 2012.02.21
Mała miłość

Oczy Olki aż lśnią, gdy pozwalam jej korzystać z moich zakreślaczy, czy pożyczam pisaki. Proszę - dziękuję, podstawowe słowa dobrego wychowania wyniosła z przedszkola. Złote loki i niebieskie oczy ma po mnie, złośliwość lub bezwiedne wpadanie w złość - jeśli już w tym wieku można mówić o takiej formie ekspresji u dziecka - pewnie też po mnie. Gwałtowność - po nas obojgu. Zmienność - domena trzylatka. Ciekawość - też... Miałam pisać o czym innym, palce jak zwykle rwały się do pisania, ale mała mucha kręci się koło mnie, przyciągając uwagę, nie sposób nie napisać o bąku paru słów. Bywa nieznośna, nieusłuchana, ale jej fantazja, jej werwa, charyzma i cały szereg innych pozytywnych cech, powoduje że nie potrafię długo się złościć na nią. Można ukarać dziecko, można się wściec, może doprowadzić nas do szału, ale nic nie spowoduje takiej miłości jak właśnie ona...

Komentuj(0)


godz: 17:30 data: 2012.02.20
Nie cierpię poniedziałków!

Nie wiem od czego zacząć... Głowa znów pełna myśli. Od południa buntuję się, zaciskam pięści i mam tak straszliwą ochotę dać komuś w ryj! Niejeden powiedział by - spokojnie, może zacznij od początku. Ale gdzie jest początek? Kiedy rozpoczęła się ta cała udręka? Chciałam tak wiele napisać, ale nie wychodzi. Chyba to efekt blokady, która pojawiła się w mojej głowie. Tysiąc, może całe miliony myśli, ale żadna nie chce dać się opanować. Każda ucieka i biegnie swoim torem. A ja się wściekam... Nic, tylko się wściekam. Na samą siebie. Na wszystko wokół. Na K. Na Olkę - niczemu winną.

Komentuj(0)


godz: 10:10 data: 2012.02.16
:D

Ostatni dzień szkolnych zmagań, prawdę mówiąc mi się już nie chce, a i oni widać, też chcą odpoczynku. Inna sprawa, ile można siedzieć w zimnych murach, niby paliwo przyjechało w poniedziałek, ale ogrzewania za grosz. Grzejemy się przy herbacie, bo przynoszą kubki... Jutro piątek, więc sobie posprzątam, poukładam, i wykorzystam fakt, ze mała pójdzie do przedszkola (się wyśpię!)...

Komentuj(2)


godz: 08:43 data: 2012.02.15
Przyszła zima biała, śniegu nasypała...

A miało nie być śniegu w tym roku. Tak słyszałam. Dobrze, że wczoraj kupiłam sobie nowe buty (wydałam prawie 180 zł, ale dziś stwierdzam, że warto było!!) bo inaczej cienko widziałabym siebie dziś rano. I tak musiałam podwinąć spodnie, wczoraj miałam do połowy łydek mokre i białe od soli. Zimno nie jest, ale potwornie wieje, gdy szłam na pociąg po prostu ryczałam. Na szczęście zima nie zaskoczyła w tym roku drogowców, byłam mile zaskoczona idąc odśnieżoną drogą... A w szkole, jak pierwsze dwa dni było zimno, tak... jest nadal. Wczoraj kazałam dzieciakom przynieść kubki, zrobimy dziś ciepłą herbatę albo kawę, jak kto woli, wczoraj żal mi ich było, ja sobie zrobiłam a oni tylko mogli pomarzyć - dysponuję tylko jednym kubkiem.

Komentuj(0)


godz: 08:37 data: 2012.02.14
Więcej

Gdy czytam ostatnie notki, gdy cofam się wstecz, dochodzę do wniosku, że na siłę próbuję się oszukać marnymi tekstami, że będzie dobrze, że walczę, że się nie poddam, że nic innego nie pozostaje... bo ciągle się to wszystko powtarza, jak jakaś marna mantra, w którą staram się włożyć choć trochę energii, ale tak naprawdę: nie wierzę. Czy może być lepiej? Erasta-su, napisałaś mi kiedyś, że zabrałaś się za pisanie bloga też w formie autoterapii i rezultatem była zmiana partnera... ja już tak raz zrobiłam, myślałam że wyszło na moje i że będę szczęśliwa. Byłam... póki ktoś nie wszedł z butami do mojego ogródka. Bo dlaczego mam być szczęśliwa? A może nie powinnam? Może nie zasłużyłam? Może za wiele nagrzeszyłam z tym moim porypanym życiu, że limit szczęścia zdążyłam już wyczerpać? A może szczęście... no właśnie, pojęcie względne, jak większość rzeczy na tym świecie. Wszystko zależy od podejścia. Ja z pewnością nie jestem szczęśliwa. Powiedziało mi to już za wiele osób. A ja nie wiem, od czego zacząć, by znów wejść na tę właściwą drogę... Najgorsze, że ukochana osoba... tak właśnie, ukochana osoba, nie chce wejść razem ze mną na tę drogę, nie chce wrócić na właściwe tory. Sądzi, że dobrze jest jak jest i nie trzeba niczego zmieniać. "Kochasz mnie?" "Tak, kocham cię." "No i właśnie o to chodzi, czy trzeba nam więcej?"

Komentuj(0)


godz: 11:50 data: 2012.02.13
Uwaga!!

Zmieniam nastawienie. Nie będę już tą wredną suką dla jego matki. Tak sądzę.

Komentuj(1)


godz: 08:49 data: 2012.02.13
Strach

Postanowiłam nie przejmować się. Po prostu robić, co do mnie należy, i stać z boku, obserwować co się dzieje, nie oceniać, nie przejmować się... powtarzam się? Nie wiem, ile z tego, co działo się ostatnio, dotarło do mnie, ale widzę, że na razie nie ma poprawy. Czy będę uczyła się na błędach? Skądże, będę tkwiła w tym wszystkim, bo się boję, a On - niestety - będzie wykorzystywał ten strach. Cóż, chyba już się z tym pogodziłam...

Komentuj(0)


godz: 21:32 data: 2012.02.11
Odpoczywam :)

Te chwile, kiedy jestem sama... Tak kompletnie sama... Tak, to mój czas, kiedy mogę zrobić jakaś sałatkę, ugotować coś, a w międzyczasie pomyśleć na spokojnie, bez nerwów, bez presji... Zdarza się, że gadam do siebie, gdy analizuję jakąś sytuację, czy jestem wściekła... ale ostatnio staram się nie ładować w siebie złych emocji, nawet jeśli K. zdąży mnie wkurzyć... Nie, uczę się nie wkurzać, szczególnie gdy stara się wyprowadzić mnie z równowagi mówiąc, że jedzie do matki. Dobrze wiem, że nie mam na niego żadnego wpływu, że i tak do niej pojedzie, więc dlaczego mam się wkurzać? Woli ją odwiedzać, niż własną żonę? - trudno. Jakoś to przeżyję - póki nie okaże się, że matka to tylko przykrywka dla czegoś gorszego. Ta kobieta nie będzie dalej rządzić moim życiem. Miała swoje 5 minut, ale nigdy więcej już! To mój czas. I moje życie. Czas poświęcić właśnie jemu trochę więcej uwagi, bo było zdrowo zaniedbane. Wszystko inne było ważniejsze. Czas by jednak moje życie znów stanęło na piedestale!!

Komentuj(1)


godz: 22:48 data: 2012.02.10
Wolne:)

Jest piątkowy wieczór. O 15.45 skończyłam fakultet, jednocześnie rozpoczynając zasłużony urlop. Oczywiście nic bardziej złudnego, bo pierwszy tydzień zasłużonego wolnego i tak spędzę w pracy. Nie wiem, czy to jakaś forma altruizmu, czy raczej swoistego samodobijania siebie, zwał jak zwał, ja nie mogę mieć za dużo wolnego, bo planów na spędzenie tego czasu jest całe mnóstwo, a zwykle kończy się na tym, że zostaję z całą górą niepozałatwianych spraw i niesmakiem, bo naobiecywałam i co?... Tak, czy inaczej: wolne czy tylko "wolne", zawsze to jednak czas, by pomyśleć, pozastanawiać się, powpadać na nowe pomysły... Jest piątek, po długim, ciężkim tygodniu z niewielką ilością snu na dobę. Powinnam być zmęczona. Powinnam... Nie, nie jestem. Cieszyć się, że mam wenę, by spędzić ten wieczór z mężem, czy raczej zastanawiać się, czy aby wszystko w porządku?...

Komentuj(0)


godz: 11:10 data: 2012.02.8
Wszystko

Nie wiem, jakim cudem, radzę sobie z tym wszystkim. Po prostu łączę wszystko w jakąś całość, wszystko istnieje sobie gdzieś, a ja jestem tu, gdzieś pośród tego wszystkiego...

To będzie bardzo szybki dzień, tak sądzę. Teraz chwila oddechu, a potem... usiądę pewnie dopiero, jak mała pójdzie spać. Chyba, że pozwoli mi na chwilę relaksu..?

Trzeba mieć nadzieję, że kiedyś dzień w końcu się uda. Uda się po mojemu. Nie będzie zadyszki, zmęczenia, przemęczenia... Idą ferie, ale i tak będę w pracy. Praca mnie cieszy, daje coś, dzięki czemu stoję w pionie. Może to właśnie dzięki niej się trzymam? Może to dzięki niej ogarniam to wszystko??

Komentuj(2)


godz: 13:04 data: 2012.02.7
Jestem!

Znów siadam i znów cisza w głowie. Nie wiem, nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że gdy mam coś do powiedzenia, to zwykle tak jest, że możliwości zapisania tego - zero, a gdy już siadam... jak na złość w głowie pustka. Siedzę w pracy... i siedzę. Sprawdziany na jutro przygotowane, więc o jedną sprawę mniej do zrobienia w domu, jeszcze gdyby ktoś usiadł za mnie i poprawił te zaległe... A ferie tuż tuż... Ale co z tego, jak i tak spędzę je w pracy? Tak, uciekam do pracy. Uciekam... Tak, nie będę ukrywała. To forma ucieczki.

Komentuj(1)


To już spalone


2012
Luty 
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec

Creidts

credits: 1
Stworzył Artur pobrano z Szablony Inventive
Powered by blog